Monte Christo spostrzegł go jednak i lekki uśmiech pojawił się na jego ustach.
Trzeci akt upłynął jak zwykle; panny Noblet, Julia i Leroux tańczyły; książę Grenady został wyzwany przez Roberta Mario; na koniec ów majestatyczny król, trzymając za rękę córkę, obchodził komnatę, aby wszyscy mogli zobaczyć jego aksamitny płaszcz.
Kurtyna opadła, i publiczność wylała się na korytarze i do foyer.
Hrabia wyszedł z loży i po chwili zjawił się w loży baronowej Danglars.
Baronowej nie udało się powstrzymać okrzyku zdziwienia zmieszanego z radością.
— Ach, proszę, proszę do nas, panie hrabio — zawołała — naprawdę bardzo pragnęłam złożyć panu podziękowania osobiście, uzupełniając to, co napisałam w liście.
— Czyżby pani jeszcze raczyła pamiętać o tej drobnostce? Ja już zapomniałem.
— Nie, nie zapomniałam; ale tak naprawdę nie da się zapomnieć przede wszystkim o tym, że następnego dnia ocalił pan życie mojej ukochanej przyjaciółce, pani de Villefort.
— I za to, droga pani, nie zasługuję na podziękowanie; to Ali, mój Nubijczyk, miał szczęście wyświadczyć tę usługę pani de Villefort.
— Czy to także Ali — spytał hrabia de Morcerf — wyrwał mego syna z rąk rzymskich zbójców?