— I masz pan list?

— Tak, proszę bardzo.

— No, widzi pan. Proszę mi go dać.

Monte Christo wziął list, otwarł i przeczytał.

Major przyglądał się hrabiemu oczyma wytrzeszczonymi ze zdziwienia. Przypatrywał się też nadzwyczaj uważnie każdemu szczegółowi apartamentu, lecz jego wzrok za każdym razem niezmiennie powracał do hrabiego.

— Tak, właśnie tak, ten kochany ksiądz...

Major Cavalcanti, czcigodny patrycjusz z Lukki, potomek florenckiego rodu Cavalcanti — czytał głośno Monte Christo — posiadający fortunę dającą pół miliona rocznego dochodu...

Monte Christo spojrzał znad kartki i skłonił się majorowi.

— Niech mnie diabli wezmą, panie Cavalcanti, pół miliona!

— Tam jest napisane pół miliona? — upewnił się Toskańczyk.