— Miał tylko pięć latek, proszę pana — rzekł Toskańczyk z głębokim westchnieniem, wznosząc oczy do nieba.
— Biedny ojcze — wzruszył się Monte Christo i czytał dalej:
Uczyniłem mu nadzieję, wróciłem mu życie, panie hrabio, oświadczając, że możesz pan odnaleźć mu syna, którego szuka na próżno od piętnastu lat.
Toskańczyk spojrzał z trudnym do opisania niepokojem na Monte Christo.
— Tak, mogę — rzekł Monte Christo.
Major wyprostował się.
— Ach — odezwał się — to znaczy, że list mówi prawdę od początku do końca?
— Drogi panie Bartolomeo, czyżbyś pan w to wątpił?
— Ależ nie, skąd! Jakże by! Człowiek tak poważny, w szacie duchownego, taki jak ksiądz Busoni nie pozwoliłby sobie na podobny żarcik. Ale ekscelencja jeszcze nie przeczytał listu do końca.
— Prawda, jest jeszcze jakieś postscriptum.