— Przyznam się panu, że licząc ufnie na podpis księdza Busoniego, nie zaopatrzyłem się w fundusze, no i gdyby omyliło mnie to źródło, znalazłbym się w Paryżu w nielichym kłopocie.
— Czyż taki człowiek jak pan mógłby się znaleźć gdziekolwiek w kłopocie? — zaoponował Monte Christo. — No, niechże pan nie przesadza.
— Do diabła! Nie znam tu nikogo.
— Ale za to pana znają!
— No tak, znają, ale...
— Proszę dokończyć, drogi panie Cavalcanti!
— Ale pan hrabia wypłaci mi te czterdzieści osiem tysięcy?
— Kiedy tylko pan zażąda.
Osłupiały major wytrzeszczył oczy.
— Ale niechże pan usiądzie — powiedział Monte Christo. — Doprawdy, nie zauważyłem... stoisz pan od już kwadransa.