— Dobrze. Zobaczysz pan, że jestem godzien, aby być pańskim partnerem.

Monte Christo wybrał tę chwilę, aby wejść do salonu.

Słysząc jego kroki, ojciec i syn rzucili się sobie w objęcia; tak zastał ich hrabia.

— I cóż, panie markizie? — spytał Monte Christo. — Zdaje mi się, że odnaleziony syn przypadł panu do serca?

— O, panie hrabio! Z radości aż zaparło mi dech w piersiach!

— A pan, młodzieńcze?

— O, panie hrabio, ze szczęścia odjęło mi mowę!

— Szczęśliwy ojciec! Szczęśliwy syn! — wzruszył się hrabia.

— Smuci mnie tylko jedno — odezwał się major — że muszę tak prędko opuścić Paryż.

— O, drogi panie Cavalcanti — rzekł Monte Christo — zanim pan odjedziesz, mam nadzieję, że pozwolisz, abym cię przedstawił kilku moim przyjaciołom.