Monte Christo stanął pomiędzy obu panami.

— Masz — rzekł, wsuwając Andrei do ręki plik banknotów.

— Co to?

— Odpowiedź twojego ojca.

— Mojego ojca?

— No tak. Przecież dałeś mu do zrozumienia, że potrzebujesz pieniędzy?

— Tak. I co z tego?

— To z tego, że pański ojciec poprosił, abym przekazał to panu.

— Zaliczka na poczet moich dochodów? O, kochany ojcze!

— Bądź pan cicho, widzisz przecież, że nie chce, abyś wiedział, że to od niego.