— Powiedziała, że nie kocha nikogo, że ma w ogóle wstręt do małżeństwa; że pragnie prowadzić życie spokojne i niezależne, a nawet wolałaby niemal, by jej ojciec stracił cały majątek, byle mogła zostać artystką taką, jak jej przyjaciółka, panna Luiza d’Armilly.
— No i widzisz!
— No, ale czego to ma dowodzić?
— Niczego — odpowiedział Maksymilian z uśmiechem.
— No to dlaczego się uśmiechasz?
— Widzisz? Ty też przenikasz wzrokiem te deski.
— Mam sobie pójść?
— O nie, nie! To już lepiej mówmy o tobie.
— Oj, dobrze, zostało nam tylko dziesięć minut.
— O Boże! — zawołał zmartwiony Maksymilian.