— Tak.
Zapadło głębokie milczenie.
Notariusze naradzali się; Valentine złożyła dłonie i patrzyła na dziadka z uśmiechem pełnym wdzięczności; Villefort przygryzał cienkie wargi; pani de Villefort nie mogła powstrzymać uczucia radości, które rozjaśniło jej twarz.
— Ale zdaje mi się — odezwał się Villefort, jako pierwszy przerywając milczenie — że tylko ja mam prawo oceniać korzyści, jakie przemawiają za tym związkiem. Tylko ja rozporządzam ręką mojej córki. Chcę, aby wyszła za pana Franza d’Epinay i tak będzie.
Valentine zalała się łzami i osunęła się na fotel.
— Proszę pana — zwrócił się notariusz do starca — co zamierza pan zrobić ze swoim majątkiem, jeżeli panna Valentine poślubi pana Franza?
Starzec nie odpowiedział.
— Ale zamierza pan nim jakoś rozporządzić, prawda?
— Tak.
— Na rzecz kogoś z rodziny?