— Fizyczne tak: nie może się ruszyć, nie może mówić, ale pomimo to myśli, upiera się przy swojej woli i — jak pan widzi — działa. Wyszedłem od niego pięć minut temu właśnie dyktuje testament dwóm notariuszom.
— Czyli przemówił?
— Lepiej, doskonale się z nimi porozumiewa.
— Jak?
— Wzrokiem. Jego oczy nie przestały żyć, no i proszę — zabijają.
— Mężu — rzekła pani de Villefort, wchodząc do salonu. — Czy trochę nie przesadzasz?
— Witam panią — ukłonił się hrabia.
Pani de Villefort oddała ukłon, uśmiechając się czarująco.
— Cóż mi tu opowiada pani małżonek? — spytał Monte Christo. — Co to za niezrozumiała przykrość...
— Niezrozumiała, to dobre określenie — odpowiedział, wzruszając ramionami prokurator. — Kaprys starego człowieka.