— Czyli w końcu ją pan zjadłeś?

— No, tę połowę, co została. Ale powiadam panu, była przepyszna. O, te waćpanny wybierają sobie to, co najlepsze. To tak, jak ten chłopak Simonowej: on też nie wybrał sobie najgorszych truskawek, o nie! Ale w tym roku — ciągnął ogrodnik — o, może pan być pewien, nic mi nie zrobią, choćbym miał pilnować owoców po nocach.

Monte Christo dowiedział się już, czego chciał.

Każdy z nas ma jakąś namiętność, co mu zżera serce, jak każdy owoc ma robaka; namiętnością telegrafisty było ogrodnictwo.

Jął obrywać liście winorośli, które zasłaniały słońce winnym gronom — i zaskarbił sobie ostatecznie serce ogrodnika.

— Pan dobrodziej przyszedł obejrzeć telegraf?

— Tak, jeśli nie zabraniają tego przepisy.

— O nie, przecież niczym to nie grozi, bo nikt nie zna naszego szyfru.

— Tak, słyszałem, że panowie przekazujecie sobie sygnały, których sami nie rozumiecie.

— Pewnie; a ja nawet tak wolę — uśmiechnął się telegrafista.