— Prawda? — zagadnął Monte Christo. — Spójrzcie, jak dziwacznie wygląda to łóżko, co za ponure, krwawe obicia! A te dwa pastelowe portrety, wyblakłe od wilgoci? Czyż te blade wargi i oczy pełne przerażenia nie zdają się mówić: „Widziałem!”.

Villefort posiniał, pani Danglars osunęła na szezlong stojący przy kominku.

— O, nie boi się pani siadać na tym szezlongu? Może właśnie tutaj została popełniona zbrodnia! — rzekła pani de Villefort z uśmiechem.

Pani Danglars zerwała się natychmiast.

— A to jeszcze nie wszystko — rzekł Monte Christo.

— A co jeszcze? — zapytał Debray, któremu nie umknęło wzruszenie pani Danglars.

— No właśnie, co jeszcze? — zapytał Danglars. — Bo przyznam się państwu, że nic tu nadzwyczajnego nie widzę. A pan, panie majorze?

— Och, my to mamy w Pizie wieżę Ugolina, w Ferrarze więzienie Tassa, a w Rimini pokój Paola i Franceski — oświadczył Cavalcanti.

— To prawda, ale nie macie takich schodków — odparł Monte Christo, otwierając drzwi ukryte w ścianie. — Spójrzcie państwo i powiedzcie, co o nich sądzicie?

— Ależ są kręte i ponure! — roześmiał się Château-Renaud.