— Tak mi się zdaje.
Przeniesiono panią Danglars do sąsiedniego pokoju.
Monte Christo zwilżył jej usta jedną kroplą czerwonego płynu i pani Danglars odzyskała przytomność.
— Ach! Co za okropny sen! — westchnęła.
Villefort ścisnął mocno jej rękę, chcąc dać jej do zrozumienia, że to wcale nie był sen.
Rozejrzano się za panem Danglarsem; ale że bankier nie był usposobiony do poetyckich wzruszeń — zszedł do ogrodu i gawędził z panem Cavalcantim ojcem o projekcie linii kolejowej z Livorno do Florencji.
Monte Christo wydawał się być w rozpaczy. Ujął ramię pani Danglars i zaprowadził do ogrodu, gdzie ujrzeli, jak pan Danglars pije kawę w towarzystwie panów Cavalcanti.
— Naprawdę tak bardzo panią przestraszyłem? — zagadnął hrabia.
— E, nie, ale wie pan, różne rzeczy wywierają na nas różne wrażenie w zależności od naszego stanu ducha.
Villefort zmusił się do uśmiechu.