— A wtedy — dodał — wystarczy jakaś hipoteza, rozumie pan, jakaś chimera...
— Cóż — odparł Monte Christo — uwierzą mi państwo lub nie, ale jestem pewien, że w tym domu popełniono zbrodnię.
— Niech pan uważa — rzekła pani de Villefort — jest między nami prokurator!
— A to bardzo dobrze — odpowiedział Monte Christo — jeśli tak się składa, skorzystam z tego i złożę zeznanie.
— Zeznanie? — powtórzył Villefort.
— Tak, i to wobec świadków.
— Wszystko to jest bardzo zajmujące — wtrącił Debray — a jeśli rzeczywiście miała tu miejsce jakaś zbrodnia, taka wiadomość wybitnie pomoże nam w trawieniu.
— A miała miejsce — oświadczył Monte Christo. — Proszę, tędy, panowie, tędy, panie prokuratorze. Aby zeznanie było ważne, muszę je uczynić wobec właściwych czynników.
Monte Christo wziął pod ramię Villeforta, nie puszczając bynajmniej ramienia pani Danglars i zaciągnął ich pod platan, gdzie mrok był najgłębszy.
Pozostali goście podążyli za nimi.