— Ach tak, ścinają mu łeb? — zdziwił się Cavalcanti.

— Podobno... Czy tak, panie prokuratorze? — spytał Monte Christo.

— Tak, panie hrabio — odparł prokurator głosem, w którym nie było już nic ludzkiego.

Monte Christo stwierdził, że dwie osoby, dla których przygotował całą tę scenę, nie wytrzymają już nic więcej, i aby nie przeciągać struny:

— Ale, ale, a kawa? — rzekł. — Chyba zapomnieliśmy o kawie?

I zaprowadził gości do stołu, ustawionego na trawniku.

— Doprawdy, panie hrabio — westchnęła pani Danglars — wstyd się przyznać do własnej słabości, ale te wszystkie okropne historie mną wstrząsnęły. Muszę usiąść, przepraszam.

I osunęła się na krzesło.

Monte Christo ukłonił się jej i zbliżył się do pani de Villefort.

— Zdaje mi się, że pani Danglars przydałby się jeszcze flakonik pani.