— No, to musiałeś sobie nieźle podjeść u tego księcia!
— To nie książę, zwyczajny hrabia.
— Hrabia? Jakiś bogacz, co?
— Tak, ale nie myśl sobie za dużo, nie jest zbyt przystępny.
— E, Boże kochany, nie martw się tak! Nie mam żadnych planów co do tego twojego hrabiego, zostawię go dla ciebie. Ale — i Caderousse uśmiechnął się znów złowróżbnie — trzeba mi będzie coś za to dać, rozumiesz?
— No, czego chcesz?
— Myślę, że za sto franków miesięcznie... Mógłbym wyżyć...
— Za sto franków?
— Ale byłoby dość kiepsko, sam rozumiesz. Ale za... Za sto pięćdziesiąt żyłbym całkiem zadowolony.
— No, to masz dwieście — rzekł Andrea i wsunął Caderousse’owi do ręki dziesięć złotych ludwików.