— Dobra — powiedział Caderousse.
— Przychodź co miesiąc do odźwiernego, a zawsze będzie na ciebie tyle czekało.
— O! I znowu mnie upokarzasz!
— A to czemu?
— Mam łazić do jakiegoś fagasa? Nie, kochaniutki, chcę mieć do czynienia tylko z tobą.
— No dobrze, zgłaszaj się do mnie na początku miesiąca. Póki będę dostawał rentę, ty też będziesz ją miał.
— No, no! Widzę, żem się nie omylił, jesteś zacny chłopak. To prawdziwe błogosławieństwo, kiedy szczęście spotyka takich jak ty. Ale opowiedz, jak ci się to przydarzyło.
— Ale co ci do tego?
— E, znowu mi nie ufasz?
— No nie... Dobrze: odnalazłem ojca.