— No tak. Pan de Villefort uchodzi za człowieka surowego, ale sprawiedliwego.
— Chwała Bogu. Chociaż nim nie pomiatasz pan tak, jak tym biednym Danglarsem.
— Może dlatego, że nie muszę się żenić z jego córką — odparł ze śmiechem Albert.
— Drogi panie, doprawdy oburzająca jest pańska pyszałkowatość!
— Moja pyszałkowatość?
— No tak. Proszę sobie wziąć cygaro.
— Chętnie. A czemu to jestem pyszałkiem?
— Bo bronisz się pan tu i miotasz przeciw małżeństwu z panną Danglars. Lepiej zostaw pan rzeczy ich zwyczajnemu biegowi, a kto wie, czy to pan nie będziesz musiał pierwszy cofnąć słowo?
— Co? — zatchnął się Albert, wytrzeszczając oczy.
— Ależ tak, kochany hrabio, nie wezmą cię gwałtem do ołtarza! A mówiąc poważnie — zmienił ton Monte Christo — naprawdę masz ochotę zerwać?