— Bale letnie są teraz w modzie.
— Nawet gdyby nie były, pani hrabina sama byłaby zdolna wprowadzić je w modę.
— O tak. Domyślasz się pan zapewne, że to bale w pełnym znaczeniu tego słowa; ci, którzy zostają w Paryżu w lipcu, to sami najprawdziwsi Paryżanie. Zaprosi pan w naszym imieniu panów Cavalcanti?
— A kiedy będzie ten bal?
— W sobotę.
— Starego Cavalcantiego już tu nie będzie.
— Ale młody Cavalcanti zostaje. Przyprowadziłby go pan?
— Niech pan posłucha, ja go przecież nie znam.
— Nie znasz go pan?
— Nie. Pierwszy raz widziałem go przed paru dniami. Nie mogę za niego ręczyć.