— Urlop, żądany przez pana — odrzekł lokaj.
— Przeze mnie? ja wcale nie żądałem urlopu.
— Nic nie mów, tylko bierz — odezwał się d’Artagnan — ty, przyjacielu, masz pół pistola za fatygę; podziękuj bardzo panu de Tréville od pana Aramisa. Ruszaj.
Służący skłonił się nisko i wyszedł.
— Cóż to znaczy? — zapytał Aramis.
— Wybieraj się w podróż dwutygodniową i chodź ze mną.
— Ależ ja teraz właśnie nie mogę wyjechać z Paryża, nie wiedząc...
Aramis zaciął się.
— Co się z nią stało, nieprawdaż? — dokończył d’Artagnan.
— Z kim? — podchwycił Aramis.