— Nie przejdziesz!
— Mój ty zuchu, chcesz, abym ci łeb roztrzaskał?... Hola! Lubin! podaj pistolety.
— Planchet — odezwał się d’Artagnan — zabierz się do sługi, ja pana biorę na siebie.
Ośmielony poprzedniem powodzeniem, Planchet rzucił się na Lubina, a ponieważ był krzepki, przewrócił go na wznak i ukląkł mu na piersiach.
— Rób pan, co do pana należy — rzekł Planchet — ja zrobiłem już swoje.
Szlachcic, widząc to, dobył szpady i uderzył na Artagnana, lecz trafił na silnego przeciwnika.
W ciągu trzech sekund d’Artagnan zadał mu trzy pchnięcia, mówiąc za każdem:
— To za Athosa, to za Aramisa, a to za Porthosa.
Za trzeciem pchnięciem, szlachcic padł, jak kłoda.
D’Artagnan sądził, że umarł, a co najmniej zemdlony. Schylił się, aby zabrać, mu rozkaz kardynalski, lecz w chwili, gdy sięgnął ręką, aby go zrewidować, ranny, który nie wypuścił z ręki szpady, pchnął go w same piersi, mówiąc: