Skrępowali go sumiennie, hrabiego de Wardes złożyli przy nim, a ponieważ i pan i sługa leżeli w głębi lasku, a dzień miał się ku schyłkowi, nie ulegało wątpliwości, iż pozostaną tak do dnia następnego.
— A teraz — odezwał się d’Artagnan — do naczelnika.
— Ale pan ranny jest, o ile mi się zdaje? — rzekł Planchet.
— To nic, zajmijmy się tem, co ważniejsze; później pomyślimy o mojej ranie, która zresztą nie wydaje mi się zbyt niebezpieczna.
I puścili się wyciągniętym krokiem w kierunku siedziby urzędnika.
Oznajmiono mu hrabiego de Wardes.
D’Artagnan został wpuszczony.
— Pan masz rozkaz z podpisem kardynała? — zapytał naczelnik.
— Tak panie, oto jest — odrzekł tenże.
— A! tak, w zupełnym jest porządku — rzekł naczelnik.