ZOFIA
Ten, co by mi się podobał, byłby najdogodniejszy.
ORGONOWA
Dość tego... Więcej ani słowa... Nie pójdziesz za Majora, to wiesz, co cię czeka.
ZOFIA
Ach, kochana matko, cóż ja ci przewiniłam.
Płacze.
ORGONOWA
Słuchaj, Zosiu, ja cię kocham, szczerze twego szczęścia pragnę. Nie bądź więc dzieckiem, nie opuszczaj losu, który ci się zdarza. Mój brat jest charakteru łagodnego, ulegającego, żona z nim zrobi, co zechce. Tylko nie trzeba tracić odwagi, jeśli zrazu znajdą się trudności. Każdy mąż z początku o tym tylko myśli, aby nie dać się zawojować. Sroży się, puszy, rozkazuje, wszystko na swoim postawić musi, pan, pan samowładny, pierwszych tygodni. Ale tylko cierpliwości, tylko cierpliwości. Zmorduje go, sprzykrzy mu się ciągła walka i ciągła straż siebie samego. A żona rozumna co sobie raz ułoży, nigdy odstąpić nie powinna. I jedną zawsze drogą, krok po kroku stawiając, powoli, powoli, ale niechybnie dojdzie do celu, a tym jest: być panią w domu Z pokorą, a pana uznawać. Zostawiam cię; bądź rozsądna, bądź posłuszna matce, a dobrze wyjdziesz. Major tu zaraz będzie, staraj mu się podobać Głaszcząc ją pod brodą i pamiętaj, że na tym twoim zamęściu polega szczęście twojej matki.
Odchodzi.