Jakby wyrzutem ktoś ją kłuł.
XXXVII
Był zmierzch... Na stole blask rozlewał
Samowar, kipiąc. Jego war
Chińskie czajnika dno rozgrzewał...
Wkoło się snuły kłęby par.
Olga pospiesza wnet z posługą;
Do filiżanek ciemną strugą
Leje się płyn, wydając woń...
Chłopak śmietankę poda doń.