Blaskiem... I srebrem drżała mgła.

Tatiana w polu sama szła...

Szła, szła... Aż wtem przed zamyśloną

Pod wzgórzem wyrósł pański dwór...

Na lewo sad, na prawo bór.

Patrzy na dom, na odwróconą

W szybie wód ścianę... W chwili tej

Silniej zabiło serce jej.

XVI

Przez moment ją wątpliwość trzyma: