I rozkaszlała się we łzach...
XLIII
Chorej pieszczoty i uciecha
Wzruszają Tanię... Lecz cóż stąd?
Milsza domowa niska strzecha,
Niźli tych obcych komnat rząd.
Jedwab, kotary, nowe łoże —
Wszystko zbyt obce... Spać nie może.
Zrywa się, kiedy w domu śpią,
Zaledwie ranne dzwony brzmią,