Jednocześnie z tym współczuciem dla ludu objawia się i nietajona dla niego pogarda. Stany prowincjonalne Gujenny, gorąco popierając interesy ludu, nazywają jednocześnie włościan istotami nieokrzesanymi i brutalnymi, kapryśnymi i okrutnymi, charakterami niepodatnymi. Wyrażenia podobne spotykamy nawet u Turgota, który tyle uczynił dla ludu. Spotykamy je w aktach, przeznaczonych do publikacji, rozpowszechnianych wśród włościan.

W miarę zbliżenia się r. 1789 współczucie dla ludu wzrasta i staje się coraz mniej roztropne. Jeden z cyrkularzy, podpisanych przez członków zgromadzenia prowincjonalnego, z których trzech należało do szlachty, a jeden do duchowieństwa, nakazuje syndykom każdej parafii zebrać włościan i zapytać ich, jakie mają zarzuty przeciwko sposobowi rozłożenia i pobierania podatków; ile jest osób korzystających z przywilejów podatkowych, jaka wartość ich majątku, ile majątków kościelnych i jaką kwotę powinni byliby zapłacić zamożni, gdyby istniała równość podatkowa. Było to wytknięcie palcem klęsk ludu i ich winowajców, wykazanie małej liczby uprzywilejowanych, rozbudzenie chciwości, zazdrości i nienawiści. Ci, którzy to czynili, zupełnie zapomnieli o Żakerii172, Młócarzach173 (fr. les maillotins) i Radzie Szesnastu174 (fr. les Seize). Nie mogłem wyszukać wszystkich relacji, przysłanych w odpowiedzi na te zabójcze pytania, lecz znalazłem niektóre, charakteryzujące ducha, który je podyktował. Wskazane są tam imiona wszystkich uprzywilejowanych, opisany ich tryb życia, wartość majątku, charakter przywilejów i uszczerbek, który przyczyniają innym mieszkańcom wsi; wyliczone są dochody, nie mniej jak i dochody proboszczów, które uważane są za nadmierne; zaznacza się, że w kościele za wszystko trzeba płacić i że ubogiego nawet nie pogrzebią darmo. Co zaś do podatków, to wszystkie rozłożone są niesprawiedliwie. O wszystkim mówi się z widocznym podrażnieniem.

W takim badaniu czujemy nie tylko zbliżanie się rewolucji; widzimy ją obecną, z jej mową, z jej fizjonomią charakterystyczną.

Między przewrotem religijnym XVI stulecia a rewolucją francuską daje się dostrzec jedna wielka różnica. W XVI w. większość możnych świata zaczęła zmieniać wyznanie dla pobudek ambitnych lub przez chciwość; przeciwnie, lud przyjął tę zmianę, nie spodziewając się żadnych korzyści. W XVIII st. działo się inaczej; wówczas klasy oświecone porwane zostały przez idee bezinteresowne i przez wspaniałomyślne sympatie, gdy, przeciwnie, bolesne poczucie krzywd swoich i pragnienie zmiany swego położenia popychały lud ku rewolucji. Zapał pierwszych uzupełniał skutki tych przyczyn, które rozbudziły i uzbroiły gniew i pożądliwość drugiego.

Rozdział VI. O pewnych sposobach, którymi rząd zakończył wychowanie rewolucyjne ludu

Rząd już od dawna pracował nad wpojeniem w umysły ludu tych idei, które później nazwano rewolucyjnymi, idei wrogich jednostce i prawom prywatnym, a prowadzącym do gwałtu. Sami królowie dali przykład pogardy dla dawnych instytucji. Widząc upadek parlamentu, który był prawie rówieśnikiem władzy królewskiej i wydawał się dotąd równie jak ona niezachwiany, lud uczuł, że zbliżają się owe chwile gwałtu i ryzyka, gdy wszystko staje się możliwe. Ludwik XVI wciąż mówił o mających nastąpić reformach, a wyrzucając z prawodawstwa niektóre najgorsze instytucje, wkrótce przywracał je, jak gdyby chciał tylko podciąć je, pozostawiając innym obalenie.

Z reform dokonanych niektóre zmieniały dawne nawyknienia i gwałciły prawa nabyte. Przygotowywały one rewolucję, nie tylko burząc to, co stało na jej drodze, lecz w większym jeszcze stopniu wskazując, jak to uczynić. Na długo przedtem Ludwik XIV wygłaszał teorię, według której wszystkie grunty były tylko odstąpione przez państwo osobom prywatnym na pewnych warunkach. Tak więc państwo było jedynym właścicielem ziemi. Jest to nauka oparta na prawodawstwie feudalnym, lecz zaczęto ją szerzyć we Francji dopiero wówczas, gdy feudalizm zamierał.

W ciągu następnych panowań rząd jeszcze bardziej naocznie wykazywał ludowi pogardę dla własności prywatnej. Gdy w drugiej połowie XVIII wieku rozpoczęły się prace publiczne, a w szczególności urządzanie gościńców, nie krępowano się zabierać grunty i burzyć domy, które stały na przeszkodzie. Zamiłowanie do linii prostych cechowało ówczesną administrację, jak i dzisiejszą; woleli więc przeciąć setki własności prywatnych, niż dopuścić najlżejsze wygięcie. Odszkodowanie za takie zniszczenia płacono późno i samowolnie, a niekiedy nie płacono go wcale. Gdy zgromadzenie prowincjonalne dolnej Normandii objęło po intendencie sprawy administracyjne tego kraju, przekonało się, że od 20 lat już rząd nie płacił należności za zagarniętą w ten sposób ziemię, a dług jego dochodził w tej małej prowincji do 250 tysięcy liwrów. Były to przeważnie grunty drobnych posiadaczy.

W wielu parafiach istniały dawniej kapitały, przeznaczone na cele dobroczynne, z zapisów osób prywatnych. W ostatnich latach monarchii kapitały te rząd przywłaszczył sobie, oddając przeważnie na przytułki dla ubogich (fr. hôpitaux); majątki zaś tych przytułków używano na cele, których by zapewne nie aprobowali ich testatorzy175. Tak edykt z r. 1790 upoważniał instytucje te do sprzedaży majątków, zapisanych w różnym czasie, pod warunkiem wieczystego użytkowania, i do oddania wartości skarbowi, który miał wypłacać procenty; nazywano to lepszym użytkiem dobroczynności przodków. Zapomniano przy tym, że najłatwiejszym sposobem nauczania ludzi gwałcenia indywidualnych spraw żyjących jest nieliczenie się z wolą umarłych.

Rekwizycje, przymusowa sprzedaż środków spożywczych, postanowienie ceny maksymalnej — są to wszystko środki, używane przez rządy przedrewolucyjne. W lata głodowe administratorzy naznaczali ceny produktów spożywczych, a gdy włościanie nie przyjeżdżali na rynki, nakazywano to im pod grozą kary pieniężnej.