PANI DE LÉRY

Tak, to bardzo przykre, kiedy się jest samej. Daremnie krzyczałam na woźnicę, aby się posuwał naprzód, nie ruszał się z miejsca; byłam w pasji! Miałam ochotę wsiąść na kozioł; ręczę ci, że byłabym przycięła ten ogonek. Ale to takie głupie siedzieć w tym pudle, ubrana, naprzeciw mokrej szyby: leje bowiem, na dobitkę, jak z cebra. Pół godziny zabawiałam się widokiem przechodniów brodzących w wodzie, po czym kazałam nawracać23. Oto i mój bal. — Cóż to za rozkosz ten ogień! czuję, że odżywam!

Zdejmuje futro. Matylda dzwoni, wchodzi służący.

MATYLDA

Herbata.

Służący wychodzi.

PANI DE LÉRY

Pan de Chavigny wyszedł?

MATYLDA

Tak; zdaje mi się, że wybierał się na ten bal i będzie wytrwalszy od ciebie.