Mamka cofnęła się o krok i siwiuteńki stary Awner dzwoniąc bransoletkami, wsunął głowę do namiotu. Biała broda świeciła niczym polerowane srebro. Ciemnoskórą dłonią zdobioną pierścieniami starał się zakryć usta, aby ukryć zapach wina.

— Czy moja łaskawa królowa raczyła posłać po mnie na dwór?

— Ty stary pijaku! Hulałeś na dworze królewskim z młodymi opojami1!

Awner wśliznął się w głąb namiotu. Jeszcze niżej skłonił siwą głowę.

— Nie gniewaj się, łaskawa pani! Wśród tych, którzy chleją wino, są również starcy, a jednego z nich twój gniew właśnie otrzeźwił.

— Podejdź bliżej!

I Awner postąpił w głąb namiotu. Jego ogromna postać oraz dźwięk bransoletek sprawiły, że w namiocie zrobiło się jakby ciaśniej. Ukląkł. Królowa wyciągnęła ku niemu swoje perły.

— Zobacz!

Awner przesunął je przed oczami. Palcami znawcy przebierał perłę po perle. Westchnął.

— Szkoda. Są chore.