Król wpadł w furię.

— Jak śmiesz? — krzyknął z taką siłą, iż zdawało się, że piorun strzelił.

Szybkim ruchem wyciągnął szablę z pochwy. W powietrzu klinga błysnęła niby nagle wzniecony płomień. Za chwilę rozległ się szczęk. To szabla króla zderzyła się z klingą ministra. Poleciały iskry. Skrzyżowane szable nagle znieruchomiały. Zapanowała śmiertelna cisza. Przerwał ją głos ministra:

— Dworzanie, słudzy i wy wszyscy, którzy jesteśmy tu obecni! W imieniu prawa żądam od was, żebyście odpowiedzieli na moje pytanie: Czy król dał słowo, iż wyda swoją córkę za mąż za tego, kto otworzy skarbiec? Odpowiedzcie jednym słowem. Prawda to, czy nie?

I znowu zaległa cisza, szable nadal były skrzyżowane. Ale broń w rękach króla zadrżała. Okazało się, że w sercach ludzi poczucie prawa było silniejsze od strachu przed gniewem monarchy. Z tylnych rzędów zgromadzonych ludzi rozległo się kilka głosów:

— Prawda!

I wtedy ze wszystkich już stron padały coraz liczniejsze i głośniejsze okrzyki:

— Prawda! Prawda! Prawda!

Król wypuścił szablę z rąk. Głowa opadła mu na pierś. Kiedy jednak jeszcze raz usłyszał okrzyk „prawda”, raptownie podniósł głowę i grzmiącym głosem zawołał:

— Milczeć! Król dotrzymuje słowa!