— Jak sobie życzysz panie mój i władco!
Kalif w odpowiedzi poruszył tylko wargami, zaś Awimelech rozkazał:
— Wstań Hasanie Tuwimie uczniu mój! Diament, jakim jesteś, został właściwie oceniony. Szczęśliwa matka, która ma syna takiego jak ty.
Wezwana z kobiecych komnat pałacu weszła Hadasa, stara, otaczana szacunkiem opiekunka Simly i padła na twarz przed łożem kalifa. Wówczas znowu odezwał się Awimelech:
— Hadaso! Idź do Simly, której zastępujesz matkę i powiedz jej, że z woli ojca wybiła dla niej szczęśliwa godzina. Kalif postanowił wydać ją za mąż za młodego Hasana Tuwima, który jest ozdobą całego narodu. Zaręczyny powinny odbyć się jak najszybciej.
Z piersi Hadasy wyrwał się cichutki okrzyk radości. Szybko wstała z podłogi i jednym susem zniknęła za zasłoną. W komnacie chorego kalifa pozostała po niej jakaś podniosła, ciepła aura, właściwa tylko delikatnej niewieście, bez względu na jej wiek.
I zaraz potem uniosła się w górę trzecia kotara. Na znak dany przez Awimelecha weszli pisarze z odpowiednimi przyrządami pisarskimi w rękach. Złotym atramentem na cienkim jedwabiu zapisywali tekst intercyzy zaręczynowej. Narzeczony się pod nią podpisał, a kalif przyłożył swoją pieczęć. Następnie położyli dokument pod poduszką u wezgłowia chorego władcy.
Awimelech w imieniu narzeczonego, ale z własnej kieszeni, posłał oblubienicy w prezencie złoty łańcuszek ze szmaragdami. Świeżo upieczony narzeczony posiadał, oprócz pięknego, szlachetnego wyglądu oraz sławy porządnego człowieka, również ogromny niebiański skarb wiedzy. Ziemskie skarby były mu obce.
Zmęczony, ale już spokojny kalif wygodniej ułożył się na posłaniu. Państwo pozostanie w uczciwych i pewnych rękach. Allah może się już upomnieć o niego. Może już wysłać anioła śmierci, żeby odebrać mu duszę. Duszę, która już bardzo tęskni za wiecznym odpoczywaniem.
*