Skośne oczy Szajki nagle się zaokrągliły. Zacisnął zęby mocno, energicznie wyrwał się z żelaznych objęć Leona, zdumionym wzrokiem zmierzył literata-samotnika i zawołał:
— Idioto, o co ty mnie podejrzewasz?
Szajke poczuł się dotknięty do żywego podejrzeniem Leona, łzy stanęły mu w oczach. Leon zaczął go przepraszać. Długo trwało, zanim Szajke dał się udobruchać. Ten właśnie incydent umocnił ich przyjaźń. Tylko Szajke go odwiedzał. Był jedyną nicią wiążącą go z utraconym domem. Poza tym Szajke był również zaprzyjaźniony z Basią, z czego nie robił tajemnicy. Za każdym razem przynosił Leonowi pozdrowienia od dziecka. Leon był mu za to bardzo wdzięczny. O Basię nie pytał. Wiedział, że Szajke nie jest człowiekiem, który będzie Basię szpiegował. Skoro Leon nie pytał, Szajke milczał.
Nagle Szajke przestał się pokazywać. Trwało to około dziesięciu dni. Tak samo nagle i nieoczekiwanie dla Leona Szajke znowu pojawił się w jego samotni. Wpadł z impetem do pokoju Leona, z gołą głową o czerwonorudej czuprynie i z mnóstwem nowin.
— Mazl tow1 Leonie! Izrael został ojcem!
— Mazl tow. Syn czy córka?
— Biedak zawsze ma szczęście. Wyobraź sobie, że i syn, i córka. Ta jego chuda, wątła żona urodziła mu bliźnięta.
— Z kobietami nigdy nic nie wiadomo.
— Mówią, że jego Dina miała ciężki poród. O mało nie umarła.
— Wyobrażam sobie, jak cierpiała.