— Czy Rytow ma twoje rysunki i obrazy?
— Tak.
— I co powiedział?
— Że bardzo mu się podobają.
— A konkretnie?
Na twarzy Szajki pojawił się grymas. Oczy mu się jeszcze bardziej zwęziły. Zupełnie jak u skośnookiego Chińczyka. Podrapał się po głowie i wypalił:
— Cholera go wie! Powiedział, że mam dalej pracować.
— A ty, sam, nie wiedziałeś o tym?
— Powiedz szczerze Izraelu, czy taka praca ma dla mnie sens? Czy doprowadzi mnie do upragnionego celu?
Z żałosnej miny na twarzy Szajki można było wyczytać błagalną prośbę, żeby Izrael uwolnił go od ciężaru, jakim był obowiązek kontynuowania nielubianej pracy. Mimo przyznania się do lenistwa, nie utracił jednak Szajke sympatii Izraela.