— A niech cię kule biją, Chińczyku — zawołał Izrael i szybko machnąwszy ręką dodał:
— Z ciebie, Szajke, będzie taki malarz artysta, jak ze mnie tancerz. Ze wszystkich twoich talentów pozostanie ci tylko sztuka gwizdania.
Szajke stanął w rozkroku i założywszy ręce na boki powiedział:
— A co? Słyszałeś kiedyś lepszego ode mnie gwizdacza?
Izrael roześmiał się. W jego otwartych zębach błysnęły złotem zęby. I nagle Szajke spoważniał. Przesunął czapkę na sam czubek głowy i z całą powagą oświadczył:
— Dajmy temu spokój Izraelu. Powiedz mi lepiej, co słychać z moimi wierszami. Czy wreszcie kiedyś zobaczę choć jedno moje słowo w druku?
Izrael przyrzekł mu, że w najbliższym numerze „Zeszytów Partyjnych” ukażą się jego wiersze. Szajce to jednak nie wystarczyło. Dalej napierał na Izraela:
— Kiedy się ukażą?
— Zrozum Szajke. Nie można przecież całego numeru czasopisma wypełnić wierszami. Brakuje nam jeszcze sporo innego niż wiersze materiału. Właśnie dzisiaj wybieram się do Szmuela po odbiór wstępnego artykułu. Bądź cierpliwy.
Szajke jednak cierpliwością nie grzeszył. Jego muza nie chciała czekać. W kieszeni błyszczących od farby spodni, miał właśnie nowy wiersz. Wahał się, czy go pokazać Izraelowi. Przecież ten nie zdążył jeszcze wydrukować poprzednich jego wierszy. Nie, nie pokaże go.