Dzień następny przeszedł tak dobrze dla księdza Coignarda, iż powzięliśmy już nadzieję, że będzie uratowany. Wypił rosół i siedząc w łóżku, rozmawiał z nami ze zwykłym wdziękiem i słodyczą. Pan d’Anquetil, który mieszkał u Gaularda, przyszedł go odwiedzić i brutalnie zażądał, by zagrał z nim w pikietę, co mój dobry mistrz, uśmiechając się, obiecał uczynić za tydzień. Wieczorem gorączka znowu się wzmogła. Ksiądz Coignard, blady, z wyrazem niewymownego przerażenia w oczach, drżąc i szczękając zębami, krzyczeć zaczął:

— Oto, oto jest ten stary łotr! To syn Judasza Iskarioty, spłodzony z diablicą pod postacią kozy. Ale jak ojciec powieszony będzie na drzewie figowym, a wnętrzności jego rozsypią się po ziemi334. Łapcie go... Zabija mnie! Zimno mi!

Chwilę potem, odrzucając kołdry, skarżył się znów, że mu za gorąco.

— Pić mi się chce — mówił. — Dajcie mi wina, tylko świeżego. Niech pani Coquebert dla ochłodzenia włoży je do studni, bo dzień będzie skwarny.

Już noc była wtedy, ale godziny, dnie i noce pomieszały mu się w głowie.

— Prędko idź do studni — rzekł jeszcze do pani Coquebert — tylko nie bądź tak naiwna, jak dzwonnik katedry Séez: poszedł on do studni wyciągnąć butelki, które tam był spuścił, a ujrzawszy swe odbicie w wodzie, począł wołać o pomoc: „Hola, hola, pomóżcie mi, bo są tam antypody335, które wypiją nasze wino, jeżeli ich nie rozpędzimy!”

— Jowialny człowiek z księdza — rzekła pani Coquebert — ale niedawno mówił o mnie rzeczy bardzo nieprzystojne. Gdybym miała zdradzać Coqueberta, nie robiłabym tego z proboszczem, bo ani stan, ani wiek jego nie po temu.

W tej samej chwili wszedł proboszcz.

— No, księże dobrodzieju — zapytał — w jakim usposobieniu ducha znajdujesz się teraz? Cóż nowego?

— Dzięki Bogu — odrzekł pan Coignard — nie ma nic nowego w mej duszy. Bo mówi święty Chryzostom: unikajcie nowinek, nie zapuszczajcie się na drogi niewypróbowane; gdy raz zbłądzicie, błądzić będziecie ciągle. Smutnie doświadczyłem tego na sobie; zgubiłem się, bom kroczył po drogach nieutartych. Słuchałem rad własnych i te przywiodły mnie do przepaści. Księże proboszczu, jestem biednym grzesznikiem. Przytłacza mnie mnogość mych nieprawości.