— Przepraszam — rzekł brat Anioł głosem zdławionym od pasztetu i ze strachu zarówno — przepraszam bardzo, salamandry istnieją niestety, a pewien jezuita, którego nazwiska zapomniałem, opisuje nawet, jak się pojawiają. Ja sam, w miejscowości zwanej Saint-Claude, u pewnego wieśniaka widziałem salamandrę w kominie, tuż przy kociołku z jedzeniem. Miała głowę kocią, tułów ropuchy, a ogon rybi; pokropiłem ją wodą święconą i bestia ta znikła natychmiast, sycząc niby łój smażony i wydając dym ostry, który mi prawie wygryzł oczy. To, co mówię, jest tak dalece prawdziwe, że przez tydzień brodę moją czuć było spalenizną, co jest już najlepszym dowodem złośliwości tej bestii.

— Kpisz z nas braciszku — rzekł ksiądz — twoja ropucha z kocią głową jest tak samo prawdziwa jak nimfa tego tu pana. Ale co gorzej, bajda twoja jest jeszcze na domiar obrzydliwa.

Filozof zaśmiał się:

— Brat Anioł — rzekł — nie mógł widzieć salamandry mędrców. Gdy nimfa ognia spotka kapucyna, odwraca się doń plecami.

— Ho! ho! — rzekł, głośno śmiejąc się, mój ojciec. — Plecy nimfy to jeszcze za dobre dla kapucyna. — A że był w dobrym humorze, jeszcze duży kawał pasztetu dał braciszkowi.

Matka postawiła pieczeń na środku stołu i skorzystała z tej sposobności, by zapytać, czy salamandry są dobrymi chrześcijankami, gdyż miała ona co do tego wątpliwości, nie słyszała bowiem nigdy, by mieszkańcy ognia wielbili Pana.

— Pani — rzekł ksiądz — kilku teologów ze Zgromadzenia Jezusowego uznaje istnienie różnych licznych inkubów i sukubów68, którzy nie są, ściśle wziąwszy, czartami, bo nie pierzchają przed święconą wodą, nie należą jednak do Kościoła triumfującego, bo duchy jasne nie próbowałyby uwieść żony piekarza, jak się to zdarzyło w Peruzie. Ale jeśli wolno rzec moje zdanie, są to wszystko raczej nieczyste fantazje mnichów niż zapatrywania godne uczonego teologa. Trzeba gardzić tymi śmiesznymi bajkami o diabłach i żałować tylko, że synowie Kościoła, zrodzeni w jasności wiary, czynią sobie o Bogu i świecie pojęcie mniej wzniosłe od tego, które mieli taki Platon69 lub Cyceron70 żyjący w ciemnocie pogaństwa. Śmiem twierdzić, że Bóg bardziej jest obecny w Śnie Scypiona71 niż w ciemnych dziełach demonologii, których autorowie mienią się chrześcijanami i katolikami.

— Strzeż się, ksiądz jegomość — rzekł filozof — twój Cyceron mówił dużo i łatwo, ale był to umysł banalny i w naukach świętych mało oświecony! Czy ksiądz słyszał co kiedy o Hermesie Trismegistosie72 i Tablicy szmaragdowej73?

— Panie — rzekł ksiądz — bardzo stary rękopis Tablicy szmaragdowej znalazłem niegdyś w bibliotece biskupa z Séez i byłbym go kiedyś niewątpliwie odczytał, gdyby nie pokojówka pani starościny, która jadąc do Paryża szukać szczęścia, zabrała mnie z sobą do kolaski74. Nie było w tym zgoła czarnoksięstwa, mości filozofie; poszedłem wyłącznie za jej wdziękami przyrodzonymi:

Non facit hoc verbis; facie tenerisque lacertis