— Muszę ci jeszcze coś powiedzieć, mój Kubusiu, co jeszcze trudniejsze do uwierzenia, a jednak Cadette Saint-Avit mówiła mi o tym jako o rzeczy zupełnie pewnej. Otóż pan Herkules d’Astarac, pozostawszy w swych dobrach, zajmował się tylko ściąganiem światła słonecznego do butelek. Cadette Saint-Avit nie wie, w jaki sposób pan d’Astarac to robił, ale jest pewna, że po niejakim czasie w tych karafkach, szczelnie zakorkowanych i ogrzewanych w kociołkach z ciepłą wodą, tworzyły się małe, lecz śliczne kobietki, ubrane jak księżniczki na scenie. Śmiejesz się, mój Kubusiu, a jednak nie należy żartować z takimi rzeczami, gdy widzi się ich skutki. Jest to wielki grzech wyrabiać w ten sposób istoty, które nie mogą być ochrzczone, nie będą więc mogły dostąpić szczęśliwości wiekuistej. Bo nie sądzisz chyba, że pan d’Astarac zanosił do kościoła do chrztu swoje twory w butelkach; nie znalazłaby się chrzestna matka dla nich.

— Ale, kochana mamo — odrzekłem — lalki pana d’Astarac chrztu nie potrzebowały, bo nie były splamione grzechem pierworodnym.

— Nie pomyślałam o tym — rzekła — i Cadette Saint-Avit, choć gospodyni proboszcza, też mi tego nie powiedziała. W młodości jeszcze opuściła Gaskonię i nic już nie słyszała o panu d’Astarac, o jego karafkach i lalkach. Spodziewam się, mój Kubusiu, że zaniechał tych praktyk przeklętych, których bez pomocy czarta dokonać nie można.

— Powiedz mi, mamo — zapytałem — czy Cadette Saint-Avit na własne oczy widziała te damy w karafkach?

— Nie, moje dziecko, pan d’Astarac jest zbyt skryty, by miał pokazywać swe lalki. Ale mówił jej to kościelny Fulgenty, który bywał w zamku i zaręczał, że widział te małe osóbki, jak wychodziły ze swego szklanego więzienia i tańczyły menueta. Tym więcej zatem Cadette Saint-Avit miała rację wierzyć temu wszystkiemu, bo można nie wierzyć własnym oczom, ale nie słowu porządnego człowieka, a zwłaszcza gdy jest ze stanu duchownego. Drugą złą stroną tych praktyk jest, że są niezmiernie kosztowne. Cadette Saint-Avit mówiła mi, że niepodobna wystawić sobie, jakie szalone sumy wydał pan Herkules na swoje butelki, piece i przyrządy, którymi pozapełniał cały zamek. Ale po śmierci swych braci stał się najbogatszym dziedzicem w okolicy i gdy on wyrzucał pieniądze jak szalony, jego folwarki pracowały dla niego. Cadette Saint-Avit sądzi, że mimo tych nadmiernych wydatków i dziś musi być jeszcze bardzo bogaty.

Na to wszedł do gospody mój ojciec. Uściskał mnie serdecznie i zapewnił, że od czasu mego wyjazdu, jako też tego poczciwego i wesołego księdza Coignarda, dom stracił całe ożywienie swoje. Pochwalił moje ubranie i twierdząc, że świadom jest dobrych manier — jako że w swoim zawodzie nisko grzecznym być musi z hałastrą tak samo jak z panami — zaczął i mnie manier nauczać, nakazując mi zaokrąglać ruchy ręki, a nogi mocno na zewnątrz stawiać; w końcu dla dokładniejszej ogłady radził mi udać się na jarmark do Saint-Germain, by zobaczyć Leandra132 i we wszystkim go ściśle naśladować.

Zjedliśmy razem obiad i rozstaliśmy się, wylewając strumienie łez. Kochałem ich oboje bardzo i płakałem głównie dlatego, że odczuwałem, iż przez te sześć tygodni rozłąki stali mi się prawie zupełnie obcy. Zdaje mi się, że ich smutek z tego samego pochodził źródła.

Gdym wyszedł z gospody, była już noc zupełna. Na rogu ulicy Pisarskiej usłyszałem niskim, głębokim głosem śpiewaną piosenkę:

Jeśliś wianek utraciła,

Samaś chciała, moja miła!