— Są to — odrzekła — dowody szczodrości pana de la Guéritaude, jednego z najbogatszych finansistów. Prowadzi interesy z dworem, pożycza pieniądze królowi. Jest to przyjaciel doskonały, którego za nic w świecie nie chciałabym rozgniewać; nie jest jednak tak miły jak pan, panie Jakubie. Dał mi też mały domek w Grenelle, który ci pokażę od piwnic do strychu. Panie Jakubie, jestem bardzo kontenta, że jesteś na drodze do kariery; prawdziwe zdolności zawsze wyjdą na wierzch. Zobaczysz moją sypialnię, cała lustrzana i złocona, jak sypialnia panny Davilliers. Co porabia twoje ojczysko? Między nami mówiąc, zanadto zaniedbywał swą żonę i gospodę, a to jest bardzo źle u człowieka jego stanu. Ale mówmy o tobie.

— Mówmy o tobie, panno Katarzyno — rzekłem nareszcie. — Jesteś bardzo ładna i doprawdy szkoda wielka, że lubisz kapucynów; bo już co do generalnych dzierżawców157, tych trzeba ci wybaczyć.

— Och! — zawołała. — Nie wymawiaj mi brata Anioła; trzymam go tylko dla swego zbawienia i gdybym miała dać rywala panu de la Guéritaude, byłby nim...

— Byłby nim?

— Nie pytaj mnie, panie Jakubie. Jesteś niewdzięcznik; bo wiesz dobrze, że zawsze cię wyróżniałam, ale nie zwracałeś na to uwagi.

— Przeciwnie, byłem nawet bardzo wrażliwy na twoje szyderstwa, panno Katarzyno. Zawstydzałaś mnie zawsze tym, że jeszcze nie mam wąsów; mówiłaś mi nieraz, że jestem do niczego...

— Była to prawda, panie Jakubie, więcej nawet, niż ci się zdaje. Dlaczegóż nie domyśliłeś się, że jak najlepiej jestem dla ciebie usposobiona?

— Bo też dlaczego, Kasiu, byłaś tak ładna, że aż strach mnie brał? Nie śmiałem spojrzeć na ciebie, a raz przecież widziałem, że na serio byłaś zagniewana na mnie.

— I miałam rację, panie Jakubie. Nade mnie wolałeś tę Sabaudkę z chustką na głowie, tego wyrzutka z portu Świętego Mikołaja158.

— Ach, wierz mi, Kasiu, że nie było to ani z upodobania, ani ze skłonności, lecz dlatego jedynie, że użyła ona środków energicznych dla pokonania mej nieśmiałości.