— Ach, mój drogi, jestem starsza od ciebie; wierz mi, że nieśmiałość jest wielkim grzechem przeciw miłości. Czy nie widziałeś, że żebraczka ta nosi dziurawe pończochy i że ma u skraju spódnic na pół łokcia szeroką falbanę z brudu i błota?
— Widziałem to, Kasiu.
— Czyż nie widziałeś, że jest ona źle zbudowana, a nade wszystko dobrze zniszczona?
— Widziałem, moja Kasiu.
— Jakże więc ty, z twoją białą cerą i dystyngowanym obejściem, mogłeś kochać tę małpę sabaudzką?
— Sam tego nie pojmuję, Kasiu. W owej chwili wszystkie myśli moje musiały być pełne ciebie. I pomyśl tylko: jeżeli sama myśl o tobie dała mi siłę i odwagę, którą mi dziś wyrzucasz, jakie by były moje zapały, gdybym był miał w swych objęciach ciebie lub przynajmniej dziewczynę do ciebie podobną. Bo kochałem cię bardzo.
Wzięła mnie za rękę i westchnęła. Smutnym głosem mówiłem dalej:
— Kochałem cię, Kasiu, i kochałbym cię dziś jeszcze, gdyby nie ten mnich obrzydliwy.
Oburzyła się.
— Co za posądzenie! Gniewasz mnie doprawdy; głupstwa mówisz.