— Biedny braciszek ocalony — rzekła — ale drżałam o niego. Mężczyźni są straszni, gdy kochają, nie słuchają żadnej perswazji.

— Kasiu — rzekłem dotknięty — czy po to przyjść mi kazałaś, bym był świadkiem kłótni twych przyjaciół? Niestety, nie mam prawa brać w niej udziału.

— Miałbyś to prawo, gdybyś był chciał, panie Jakubie — odrzekła.

— Widzę — rzekłem — że jesteś osobą najbardziej poszukiwaną w Paryżu; nie wspominałaś mi nic o tym młodym szlachcicu.

— Nie myślałam o nim; przyszedł niespodzianie.

— I przychwycił cię z bratem Aniołem.

— Zdawało mu się, że widział to, czego nie było! To raptus, z którym rozsądnie mówić nie można.

Spod koronki jej rozchylonej koszuli widać było pierś jak piękny owoc nabrzmiałą, ozdobioną pączkiem róży; objąłem ją w ramiona i namiętnie całowałem po piersiach.

— Nieba! — zawołała. — Na ulicy! Wobec pana d’Anquetil, który na nas patrzy!

— Kto jest pan d’Anquetil?