— Nie, niestety, mój ojciec trudni się rzemiosłem i prowadzi coś w rodzaju handlu.

— Czy prowadzi interesy z dworem? Czy ma urząd w finansach? Nie? To szkoda, trzeba więc kochać cię dla ciebie samego wyłącznie. Ale powiedz mi naprawdę, czy pan d’Astarac nieprędko powróci?

To pytanie, to imię wywołało we mnie okropne podejrzenie. Posądziłem piękną Jahelę, że przysłana jest przez kabalistę, by odegrać przede mną rolę salamandry, posądziłem ją nawet, że jest nimfą tego starego wariata. By od razu wszystkiego się dowiedzieć, zapytałem ją szorstko, czy zawsze udaje salamandrę w tym zamku.

— Nie rozumiem cię — rzekła i spojrzała na mnie wzrokiem pełnym niewinnego zadziwienia. — Mówisz jak sam pan d’Astarac i myślałabym, że jesteś dotknięty jego manią, gdybyś mi nie dowiódł przed chwilą, że nie podzielasz jego wstrętu do kobiet. On kobiet nie cierpi i dla mnie prawdziwy to przymus widzieć go i mówić z nim. Teraz jednak, gdym ciebie tu zastała, jego właśnie szukałam.

Uradowany, że podejrzenie moje było niesłuszne, znów okryłem ją pocałunkami. Postarała się przy tym, bym zobaczył, że ma czarne pończoszki, powyżej kolan brylantowymi sprzączkami spięte, a widok ten naprowadził znów myśli moje na przedmiot jej miły. Z wielką zręcznością i zapałem nęciła mnie i podniecała, i zauważyłem, że ożywia ją i bawi ta gra w chwili, gdy ja czułem się już nią zmęczony. Robiłem jednak, jak mogłem najlepiej, i udało mi się tej pięknej istocie oszczędzić obrazy, na którą nie zasługiwała bynajmniej. Zdało mi się, że była rada ze mnie. Wstała z twarzą spokojną i rzekła:

— Więc naprawdę nie wiesz, kiedy pan d’Astarac powróci? Przyznam ci się, że przyszłam poprosić go o małą sumę z pensji, którą winien memu wujowi, a która teraz jest mi niezbędnie potrzebna.

Wyjąłem sakiewkę i przepraszając ją, podałem jej trzy dukaty, które raczyła przyjąć. Było to wszystko, co mi pozostało ze zbyt rzadkiej szczodrości kabalisty, który wyznając zawodowo pogardę dla pieniędzy, zapominał niestety wypłacać pensje.

Zapytałem Jahelę, czy będę miał szczęście widzieć ją znowu.

— Tak — odrzekła.

Umówiliśmy się, że będzie przychodzić w nocy do mego pokoju, ilekroć będzie mogła wymknąć się z pawilonu, w którym ją strzeżono.