— Hola, wstawaj, szelmo!

Wstała natychmiast, uśmiechając się przez łzy, wsunęła rękę pod ramię pana d’Anquetil i weszła z nim do jadalni z miną zadowolonej ofiary.

Usiadła pomiędzy mną a panem d’Anquetil i głowę opierając na ramieniu kochanka, nogą szukała mej nogi pod stołem.

— Panowie — rzekł nasz gospodarz — zechciejcie wybaczyć mi mój czyn gwałtowny, którego jednak nie mogę żałować, gdyż zawdzięczam mu przyjemność ugoszczenia was tutaj. Rzeczywiście nie mogę pozwolić na wszystkie kaprysy tej ładnej dziewczyny i stałem się bardzo podejrzliwy, odkąd zdybałem ją z jej kapucynem.

— Mój kochany — rzekła doń Kasia, przydeptując mi nogę — zazdrość cię oślepia; wiedz, że tylko pan Jakub mi się podoba.

— Kpi jeszcze — rzekł pan d’Anquetil.

— Ani myśli o tym — odrzekłem. — Widać, że tylko pana kocha.

— Nie chwaląc się, umiałem pozyskać jej przywiązanie. Niemniej jest bardzo zalotna.

— Pić! — rzekł ksiądz Coignard.

Pan d’Anquetil podał dzban memu mistrzowi i zawołał: