— Ale, księże, ty, co także jesteś członkiem Kościoła, powiedz nam przecie, dlaczego kobiety kochają kapucynów?

Ksiądz Coignard otarł usta i rzekł:

— Dlatego, że kapucyni kochają z pokorą i nie odmawiają niczego; dlatego jeszcze, że ani zastanowienie, ani wytworność obyczajów nie osłabia ich instynktów przyrodzonych. Panie, wino twoje jest bardzo zacne.

— Zbyt wiele zaszczytu dla mnie — odrzekł pan d’Anquetil — jest to wino pana de la Guéritaude. Wziąłem mu kochankę, mogę więc chyba brać i jego wina.

— Nic słuszniejszego — odrzekł mój mistrz — widzę, panie, że wznosisz się ponad przesądy.

— Nie chwal mnie więcej, niż trzeba, mości księże — rzekł pan d’Anquetil. — Urodzenie moje ułatwia mi to, co trudne jest może dla człowieka z gminu. Człowiek z gminu winien miarkować wszystkie swoje czyny i zmuszać się do ścisłej uczciwości; szlachcic zaś ma zaszczyt bić się za króla i dla przyjemności swojej. To zwalnia go od zważania na drobnostki. Służyłem pod panem de Villars211, walczyłem w wojnie sukcesyjnej212, bez najmniejszej przyczyny o mało mnie nie zabito w bitwie pod Parmą: słuszne więc chyba, bym w zamian miał prawo bić swoją służbę, okpiwać wierzycieli i zabierać moim przyjaciołom, gdy mi się zechce, żonę lub nawet kochankę.

— Zacnie mówisz — rzekł mój mistrz drogi — i widzę, że dbasz o utrzymanie przywilejów szlacheckich.

— Nie mam zgoła — rzekł pan d’Anquetil — skrupułów krępujących większość ludzi, a dobrych jedynie, by powstrzymywać nieśmiałych i mieć w ryzach nieszczęśliwych.

— Racja — rzekł mój mistrz.

— Nie wierzę w cnotę — dodał pan d’Anquetil.