— Jesteś po prostu śmieszna, Janinko, używasz pewnych wyrazów, nie zdając sobie sprawy...

Janinka zachowała tajemnicze milczenie, potem nagle dodała:

— Mamo, muszę ci powiedzieć, że moje majtki są w okropnym stanie. Wiesz, nigdy nie troszczyłaś się zbytnio o bieliznę! Nie robię ci z tego zarzutu; jedni lubią bieliznę, inni suknie lub klejnoty. Ty przepadasz za klejnotami. Ja za bielizną... A, jeszcze odprawiałyśmy nowennę. Modliłam się szczerze za ciebie i za ojca, wiesz! Uzyskałam cztery tysiące dziewięćset trzydzieści siedem dni odpustu.

XV

— Jestem człowiekiem religijnym — mówił pan de Terremondre — ale słowa wyrzeczone przez ojca Ollivier46 w kościele Notre-Dame uważam za niewłaściwe. Jest to zresztą powszechne mniemanie.

— Potępiasz go pan zapewne za to — odrzekł ksiądz Lantaigne — że katastrofę tłumaczył jako naukę daną przez Boga niedowiarstwu i pysze. Zarzucasz mu, że wskazał, jak naród, dotąd wybrany, teraz jest karcony za bunty i odstępstwa. Czyż miał się wyrzec wyjaśnienia tej tragedii?

— Należało zachować przyzwoitość — odparł pan de Terremondre. — Zwłaszcza obecność głowy państwa nakazywała pewną powściągliwość.

— Prawda — rzekł ksiądz Lantaigne — że duchowny ten wobec prezydenta i ministrów Republiki, wobec możnych i bogaczy, twórców lub wspólników naszych hańb i sromot, odważył się powiedzieć, że Francja sprzeniewierzyła się swemu wiekowemu posłannictwu, gdyż odwróciła się od chrześcijan mordowanych tysiącami i sprzyjać poczęła półksiężycowi kosztem krzyża. Odważył się powiedzieć, że naród, długo wierny, wygnał Boga ze swych szkół i zgromadzeń. Oto co mu pan za zbrodnię poczytuje, pan, panie de Terremondre, jeden z wodzów partii katolickiej w naszym departamencie.

Pan de Terremondre w odpowiedzi zapewnił o swym poświęceniu dla spraw religijnych. Ale trwał przy swym zdaniu. Przede wszystkim nie jest za Grekami, lecz raczej za Turkami, a przynajmniej za spokojem. Jest dużo katolików, którym chrześcijanie na Wschodzie są najzupełniej obojętni. Czyż trzeba było katolików tych obrażać w ich słusznych przekonaniach? Nikt nie jest obowiązany być filohellenem. Papież nim nie jest.

— Szanowny księże rektorze — dodał — słucham księdza zawsze z szacunkiem, ale obstaję przy tym, że należało przemawiać bardziej pojednawczo w dniu żałoby i nadziei zarazem, nadziei, która zdawała się prowadzić do pojednania klas...