— W jakiż to sposób mogę być opatrznością księdza kapelana?
A gdy dowiedziała się, że chodzi o wyniesienie na biskupstwo w Tourcoing księdza Lantaigne, człowieka tak wielkiej i stałej cnoty, ożywiła się i mężnie zawołała:
— Oto takich biskupów nam potrzeba! Ksiądz Lantaigne musi być mianowany!
Stary kapelan postanowił wyzyskać ten szlachetny zapał.
— Niech pani skłoni generała, żeby napisał do ministra wyznań, który, jak wiem, jest jego przyjacielem.
Potrząsnęła żywo swym wieńcem papilotów.
— Nie, księże kapelanie. Mój mąż nie napisze. Zbyteczne nalegać. On uważa, że wojskowy nigdy o nic prosić nie powinien. I ma rację. Mój ojciec był też tego zdania. Ksiądz kapelan go znał i wie, że był to człowiek zasłużony i dobry żołnierz.
Były kapelan wojskowy uderzył się palcem w czoło.
— Pułkownik de Balny! Znałem go, oczywiście. To był bohater i chrześcijanin.
Generał Cartier de Chalmot przerwał: