Prefekt: Egzorcyzmować? Czy nie myśli ksiądz, że byłoby to śmieszne?

Ks. Guitrel: Bynajmniej, panie prefekcie, bynajmniej!

Prefekt: Jak postępuje się w takich wypadkach?

Ks. Guitrel: Są na to reguły, panie prefekcie, ceremoniał, rytuał dla tej czynności, która nigdy nie została zaniechana. Joannę d’Arc również egzorcyzmowano, w mieście Vaucouleurs, jeśli się nie mylę. Proboszcz Św. Eksuperego, ksiądz Laprune, byłby właśnie odpowiedni do wykonania egzorcyzmów nad panną Deniseau, która jest owieczką z jego parafii. Ksiądz Laprune jest czcigodnym kapłanem. To prawda, że wobec rodziny Deniseau znajduje się on w położeniu, które może oddziałać na jego charakter i w pewnej mierze wpłynąć na jego umysł rozważny i ostrożny, nie osłabiony wiekiem i w każdym razie zdolny jeszcze dźwigać brzemię tak długiego i ciężkiego kapłaństwa. Chcę powiedzieć, że zjawiska przez niektórych za cud uważane zdarzyły się w parafii tego czcigodnego proboszcza, a gorliwość księdza Laprune musiała zbłądzić na manowce na myśl, że właśnie parafia Św. Eksuperego wyróżniona została, iż w niej właśnie, a nie w jakiejś innej parafii naszego miasta objawiła się widomie potęga boska. Żywiąc taką nadzieję uległ może złudzeniom, które mimowolnie udzieliły się jego duchowieństwu. Omyłka to i pokusa, które, zważywszy na okoliczności, łacno wybaczyć. Istotnie, jakież błogosławieństwa z nowego cudu spłynęłyby na kościół parafialny Św. Eksuperego! Ożywiłaby się pobożność wiernych; napływ darów do sławnych, lecz ubogich murów starożytnej bazyliki wniósłby nowe bogactwa. I łaska kardynała arcybiskupa byłaby radością ostatnich dni życia księdza Laprune, który dobiega już kresu swych sił i swej pracy duszpasterskiej...

Prefekt: Jeśli dobrze rozumiem księdza profesora, to ten cherlawy proboszcz od Św. Eksuperego, ksiądz Laprune, ze swymi wikariuszami urządził ten cały kawał z prorokinią! Stanowczo, księża są chytrzy. Nie wierzą temu w Paryżu, nie wierzą w biurach urzędów, ale to prawda. Księża są porządnie chytrzy! Zatem wasz stary Laprune urządził te seanse klerykalno-spirytystyczne, na które schodzi się całe miasto, by słuchać obelg miotanych na parlament, na prezydenta, na mnie, bo wiem dobrze, że nie oszczędzają i mnie na tych schadzkach na placu Św. Eksuperego.

Ks. Guitrel: O, panie prefekcie, daleki jestem od myśli, by posądzać wielebnego proboszcza Św. Eksuperego o taką intrygę! Przeciwnie, jestem szczerze przekonany, że jeżeli w jakikolwiek sposób ksiądz Laprune przyczynił się do tej nieszczęsnej sprawy, pozna wkrótce swą omyłkę i dołoży wszelkich sił, by zniweczyć jej skutki... Ale dla jego własnego dobra jako też i dla dobra diecezji można by uprzedzić i zawiadomić Jego Eminencję o faktach, o których może jeszcze nic nie wie. Uprzedzony o tych wykroczeniach, kardynał każe ich bez wątpienia zaprzestać.

Prefekt: Doskonała myśl!... Kochany księże profesorze, czy nie podjąłby się ksiądz tej misji? Ja jako prefekt nie powinienem nawet wiedzieć o istnieniu arcybiskupa, z wyjątkiem wypadków prawem przewidzianych, np. w sprawach dzwonów czy procesji. Gdy się nad tym zastanowić, jest to bardzo głupie położenie, bo skoro już są arcybiskupi... Ale polityka zna takie konieczności. Proszę mi odpowiedzieć szczerze. Czy ksiądz jest w łaskach u arcybiskupa?

Ks. Guitrel: Jego Eminencja raczy niekiedy słuchać mnie dobrotliwie. Dobroć i wyrozumiałość Jego Eminencji jest ogromna.

Prefekt: A więc niech ksiądz mu powie, że nie można pozwolić, aby święta Radegonda zmartwychwstać miała po to, by napędzać kłopotów senatorom, deputowanym i prefektowi departamentu, i że zarówno w interesie Kościoła, jak i Republiki czas zamknąć gębę małżonce srogiego Klotara. Proszę to powiedzieć Jego Eminencji.

Ks. Guitrel: Tylko istotę rzeczy powiem, panie prefekcie, samą istotę rzeczy.