Prefekt: Niech ksiądz profesor bierze się do tego, jak mu się podoba, ale proszę przedstawić arcybiskupowi, że swym księżom musi zabronić wstępu do domu Deniseau. Proboszcza Laprune niech zgromi otwarcie. W „Tygodniku Religijnym” niech potępi zdania wygłaszane przez tę wariatkę, a redaktorom „Liberała” poradzi życzliwie, by zaprzestali reklamować i popierać cud sprzeczny z konstytucją i konkordatem.

Ks. Guitrel: Będę się starał, panie prefekcie. Oczywiście, będę się starał. Ale czymże jestem ja, skromny profesor wymowy kościelnej, wobec Jego Eminencji kardynała arcybiskupa?

Prefekt: Wasz arcybiskup jest człowiekiem inteligentnym, zrozumie przecież, że jego interes... i honor świętej Radegondy, u licha!...

Ks. Guitrel: Bez wątpienia, panie prefekcie, bez wątpienia. Ale Jego Eminencja, tak dbały o sprawy duchowe diecezji, uważa, być może, że nadzwyczajny napływ dusz ku tej biednej dziewczynie jest oznaką tej potrzeby wiary, która nurtuje nowe pokolenia, może jest dowodem, że wiara wśród tłumów jest żywsza niż kiedykolwiek, może jest wreszcie przykładem, który poddać się godzi rozwadze mężów stanu. I w tej myśli może niepilno mu będzie usunąć tę oznakę, ten dowód i ten przykład. Być może...

Prefekt: ...że zechce zakpić sobie ze wszystkich. On to potrafi.

Ks. Guitrel: Och, panie prefekcie, to przypuszczenie jest zupełnie nieuzasadnione! Ale o ileż moja misja byłaby łatwiejsza i pewniejsza, gdybym jak gołąbka z arki niósł gałązkę oliwną, gdybym Jego Eminencji upoważniony był powiedzieć — o, bardzo cichutko — że uposażenie siedmiu biednych proboszczów diecezji, zawieszone przez ostatniego ministra wyznań, będzie teraz przywrócone!

Prefekt: Nic za darmo, nieprawdaż? Pomyślę nad tym... Zatelegrafuję do Paryża i dam odpowiedź u Rondonneau młodszego. Dobranoc, księże dyplomato!

W tydzień po tej tajemnej konferencji ksiądz Guitrel szczęśliwie wywiązał się ze swej misji. Jasnowidzącej z placu Św. Eksuperego nie uznało arcybiskupstwo, opuściło ją duchowieństwo, wyparł się „Liberał”. Nikt się już nią nie zajmował prócz dwóch członków korespondentów akademii nauk psychicznych: z tych jeden uważał ją za godną poważniejszych badań, drugi zaś — za niebezpieczną symulantkę. Pozbywszy się tej wariatki, zadowolony z wyborów miejskich, bo nie wydały ani nowych idei, ani nowych ludzi, pan prefekt Worms-Clavelin radował się w głębi duszy.

XII

Pan Paillot miał księgarnię na rogu placu Św. Eksuperego i ulicy des Tintelleries. Domy okalające ten plac były przeważnie stare; te z nich, które przylegały do kościoła, były ozdobione godłami rzeźbionymi i malowanymi. Niektóre miały dachy spiczaste i fasadę przeciętą belkami. Jeden z nich swe rzeźbione belki zachował w dobrym stanie; był to klejnot podziwiany przez znawców. Zewnętrzne belki tego domu podtrzymywane były rzeźbionymi podpórkami, z tych jedne wyobrażały aniołów trzymających tarcze, inne — półklęczących mnichów. Na lewo od drzwi, wzdłuż słupa znajdowała się uszkodzona figura kobiety z czołem uwieńczonym architektoniczną ozdobą w kształcie kwiatów. Starzy mieszczanie utrzymywali, że figura ta wyobraża królowę Małgorzatę. Dom ten znany był pod mianem domu królowej Małgorzaty.