I zaczął na nowo:

NOMINACJA

Ministrowie zebrali się na radzie pod przewodnictwem cesarza w jednej z sal Tuileries. Napoleon III milcząc kreślił ołówkiem znaki na jakimś planie dzielnicy dla robotników. Długa, blada jego twarz dziwna się wydawała w swej smutnej zadumie, wśród tępych głów i rumianych twarzy tych ludzi praktycznych i czynnych. Cesarz podniósł spuszczone powieki i powiódłszy naokoło owalnego stołu swym łagodnym i zamglonym spojrzeniem, zapytał:

— Panowie, czy innych spraw nie ma już na porządku dziennym?

Głos jego przytłumiony gęstymi wąsami brzmiał głucho, zdawało się, że dochodzi z daleka.

W tej chwili minister sprawiedliwości koledze swemu, ministrowi spraw wewnętrznych, dał znak, którego tenże zdawał się nie zauważać.

Ministrem sprawiedliwości był wtedy pan Delarbre. Z rodu prawników, na wysokich urzędach sądowniczych okazał był przyzwoitą giętkość, niekiedy jednak przybierał nagle surową powagę zawodową, której nic ugiąć nie zdołało. Mówiono, że odkąd został mężem zaufania cesarzowej i klerykałów, jansenizm wielkich adwokatów, jego przodków, często nie dawał mu spokoju. Ale ci, którzy go bliżej poznawali, uważali, że był tylko drobiazgowy, trochę fantasta. Nie interesował się wielkimi sprawami, bo ich nie pojmował, był uparty w drobiazgach, które właśnie odpowiadały jego ciasnemu umysłowi intryganta.

Cesarz, z obiema rękami wspartymi na złoconych poręczach fotela, już miał powstać. Delarbre, widząc, że minister spraw wewnętrznych z nosem zatopionym w swoje papiery unika jego wzroku, wprost go zainterpelował:

— Wybacz mi, szanowny kolego, że podnoszę sprawę, która choć należy do waszego resortu, tym niemniej interesuje i mój. Sam pan przecie poinformował mnie o zamiarze przedstawienia na Radzie niezmiernie trudnego położenia, w jakim się znalazł jeden z prokuratorów na skutek postępowania prefekta jednego z departamentów zachodnich.

Minister spraw wewnętrznych wzruszył szerokimi ramionami i spojrzał na pana Delarbre z pewnym zniecierpliwieniem. Miał minę zarazem rubaszną i szorstką, właściwą ludziom rozkazującym licznej falandze podwładnych.