— To są obłudne, śmieszne plotki, które wstydziłbym się powtarzać Jego Cesarskiej Mości, gdyby mój kolega ze Sprawiedliwości nie widział w nich czegoś interesującego, czego ja bynajmniej w nich dopatrzeć się nie mogę.
Napoleon znów zaczął kreślić ołówkiem.
— Idzie tu o prefekta Dolnej Loary — ciągnął dalej minister. — Urzędnik ten ma w swoim departamencie sławę zdobywcy serc. I ta reputacja, wraz z jego dobrze znaną uprzejmością i poświęceniem dla rządu, niemało przyczyniła się do popularności, jaką cieszy się w okolicy. Zauważono i tłumaczono złośliwie jego nadskakiwanie pani Méreau, żonie prokuratora generalnego. Przyznaję, że prefekt Pélisson dał powód do wzbogacenia kroniki skandalów w Nantes i że surowo osądzono go w burżuazyjnych kółkach miasta, głównie w tych, do których uczęszcza sądownictwo. Bez wątpienia, zachowanie się pana Pélisson względem pani Méreau, której stanowisko powinno by ją bronić przeciwko wszelkim dwuznacznym zamysłom, byłoby pożałowania godne, gdyby miało trwać dłużej. Ale zasięgnąłem wiadomości i mogę twierdzić stanowczo, że pani Méreau właściwie nie jest skompromitowana i że nie trzeba się obawiać skandalu. Dość będzie zachować trochę przezorności i ostrożności, a cała ta sprawa nie będzie miała niepożądanych skutków.
Minister spraw wewnętrznych skończył i zamknąwszy swą tekę rozparł się w fotelu.
Cesarz milczał.
— Za pozwoleniem, kochany kolego — rzekł sucho minister sprawiedliwości. — Żona generalnego prokuratora sądu apelacyjnego w Nantes jest kochanką prefekta Dolnej Loary; ta sytuacja, znana w całym mieście, może szkodzić powadze sądownictwa. Na ten stan rzeczy należy zwrócić uwagę Jego Cesarskiej Mości.
— Bez wątpienia — odparł minister spraw wewnętrznych z oczami zwróconymi na alegoryczne malowidła na suficie — bez wątpienia, fakty takie są godne pożałowania, nie trzeba jednak przesadzać. Możliwe, że prefekt Dolnej Loary był trochę nieostrożny, a pani Méreau nieco lekkomyślna, ale...
Minister resztę swych myśli przesłał figurom mitologicznym unoszącym się na malowanym niebie. Nastała chwila milczenia, w której słychać było bezczelny szczebiot wróbli na gałęziach drzew w ogrodzie i na gzymsach pałacu.
Pan Delarbre przygryzał wąskie wargi i skubał swe poważne, a jednak eleganckie faworyty.
— Wybaczcie, że nalegam dalej — odrzekł — ale tajne raporty, które otrzymałem, nie pozostawiają żadnej wątpliwości co do stosunków łączących pana Pélisson z panią Méreau. Stosunki te trwają już dwa lata. We wrześniu 18.... prefekt Dolnej Loary kazał zaprosić prokuratora generalnego na polowanie do hrabiego de Morainville, deputowanego z trzeciego okręgu tego departamentu, i podczas nieobecności prokuratora dostał się do pokoju pani Méreau. Wszedł przez ogród warzywny. Nazajutrz ogrodnik spostrzegł ślady włamania i zawiadomił władze sądowe. Czyniono poszukiwania, zaaresztowano nawet jakiegoś włóczęgę, który nie mogąc wykazać swej niewinności siedział kilka miesięcy pod śledztwem. Był to zresztą osobnik źle notowany i mało interesujący. Dziś jeszcze pan prokurator generalny, mając za sobą drobną cząstkę opinii publicznej, utrzymuje, że włóczęga ów winien był włamaniu. Sytuacja mimo to jest przykra i szkodzi, powtarzam to, powadze sądownictwa.