Lespardat położył hantle na podłodze, zdjął kaftan: odsłonił kark herkulesowy, łączący okrągłą głowę z szerokimi barami.
„Wygląda co najmniej na dwadzieścia sześć lat” — pomyślał Labarthe.
Gdy Lespardat wdział surdut, pod którego cienkim suknem uwydatniała się silna i gibka gra mięśni, Labarthe wypchnął go na schody.
— Za parę minut będziemy u Magny, mam powóz ministra.
W restauracji kazali sobie dać oddzielny gabinet, chcieli rozmawiać swobodnie.
Po rybie i delikatnym pieczystym Labarthe jasno sformułował kwestię:
— Słuchaj mnie uważnie, Lespardat. Jutro zobaczysz się z ministrem, nominację twoją prokurator generalny z Nantes przedłoży w czwartek, w poniedziałek podadzą ją cesarzowi do podpisu. Podsunie mu się ją znienacka, w chwili gdy z Alfredem Maury zajęty będzie badaniem, gdzie leżała Alesia. Gdy cesarz studiuje topografię Galii za Cezara, podpisuje zwykle wszystko, co kto zechce. Ale pamiętaj, czego wymaga się od ciebie. Musisz podobać się pani prefektowej, musisz podobać się jej do końca. Tylko wtedy, rozumiesz, sądownictwo będzie pomszczone.
Lespardat pożerał i słuchał zadowolony, uśmiechnięty w swej naiwnej próżności.
— Ale — rzekł — cóż to za myśl powstała w głowie Delarbre’a? Myślałem, że to człowiek surowych obyczajów.
Labarthe wstrzymał go podnosząc nóż.