— Przede wszystkim, mój kochany, proszę cię, nie kompromituj ministra, którego nie należy mieszać w to, o czym tu mówimy. Ale skoro go wspomniałeś, powiem ci, że jego surowość jest surowością jansenisty. Jest on w trzecim pokoleniu siostrzeńcem diakona Pâris79. Jego dziadkiem po matce był ów pan Carré de Montgeron, który przed parlamentem bronił epileptyków od Świętego Medarda. Otóż janseniści chętnie stosują swą surowość do spraw alkowy, natomiast są wyrozumiali dla szelmostw dyplomatyczno-kanonicznych. To wynika z ich doskonałej czystości. Poza tym czytają Biblię. Stary Testament jest pełen przygód w rodzaju twojej, Lespardat.

Lespardat nie słuchał. Pławił się w naiwnej radości. Myśląc o rodzicach, niezamożnych sklepikarzach w Agen, mówił sobie: „Co powie ojciec? Co powie matka?” — i początek swych powodzeń jednoczył ze sławą Mirabeau, swego ulubionego bohatera. Od ławy szkolnej marzył o karierze zdobywcy kobiet i wielkiego mówcy.

Labarthe jednak dalej nakłaniał przyjaciela do uwagi.

— Powinieneś wiedzieć, panie podprokuratorze, że możesz być usunięty. Jeśli w normalnym przeciągu czasu nie potrafisz spodobać się pani Pélisson, ale to spodobać się zupełnie, popadasz w niełaskę.

— Ale — zapytał naiwnie Lespardat — ile czasu dajesz mi na to, aby spodobać się pani Pélisson ostatecznie?

— Aż do wakacji — odrzekł poważnie sekretarz ministra. — Dajemy ci prócz tego rozmaite ułatwienia, misje tajemne, urlopy etc. Wszystko ci dajemy, prócz pieniędzy. Jesteśmy przede wszystkim rządem uczciwym. Nie wierzą temu, ale przekonają się później, że nie byliśmy szachrajami. Taki na przykład Delarbre ma ręce czyste. Zresztą fundusze dyskrecjonalne są w ministerstwie spraw wewnętrznych, po stronie męża. Aby uwieść panią Pélisson, musisz liczyć na twą dzielną minę i na twoje dwa tysiące czterysta franków pensji.

— Czy ładna jest moja prefektowa? — zapytał Lespardat.

Pytanie to zadał niedbale, nie przykładając do niego wielkiej wagi, spokojny jak człowiek bardzo młody, dla którego wszystkie kobiety są piękne. Zamiast odpowiedzi Labarthe rzucił na stół fotografię damy chudej, w okrągłym kapeluszu, z włosami na dwie strony rozczesanymi i spadającymi na śniadą szyję.

— Oto — rzekł — fotografia pani Pélisson. Ministerstwo zażądało jej w prefekturze policji, która wysłała ją przyłożywszy, jak widzisz, swą pieczęć.

Lespardat żwawo pochwycił fotografię w swe grube palce.